Myśli mi się...
Byłoby świetnie zatrzymać się na chwilę w swoim biegu, gonitwach myśli, wyścigu z czasem, pędzenia dokądś. Znaleźć choćby 5 minut tylko dla siebie. Jak mi jest? Co czuję? Jak jest w moim ciele, jak jest w mojej głowie? I co na to moje serce?
Natrafiłam tzw. przypadkiem na video autorstwa Joe Hudson’a tworzącego wraz z żoną kanał Art Of Accomplishment w temacie szczęśliwego życia. Padły tam min. słowa, że nie poleca siebie rzeźbić a raczej odkrywać, tak jak to jest u dzieci, w naturalnym procesie.
W pierwszej chwili stwierdzenie to wydało mi się kontrowersyjne. "Ale jak to odkrywać? Życie trzeba przecież świadomie zaplanować, w najmniejszych szczegółach, a potem ten plan odpowiedzialnie realizować. Czyż nie na tym polega dorosłe życie? Trzeba przecież mieć kontrolę, wszystko logicznie skonstruować, a nie beztrosko hasać po placu zabaw i dobrze się bawić. "
Potem przyszła do mnie myśl, która trochę mnie zatrzymała: "A co, jeśli to dorosłe „trzeba” jest nie wsparciem a przeszkodą na drodze do celu? Co jeśli ta cała konstrukcja, którą tak skrupulatnie budujemy (harmonogramy, strategie, listy zadań) jest tylko kolejną warstwą, pod którą próbujemy ukryć to, co w nas najbardziej żywe?
Dzieci nie potrzebują planu, żeby być sobą. One po prostu są. Z ciekawością, z zachwytem, z gotowością na to, co się wydarzy. One czują impuls i idą za nim. A my często próbujemy siebie ulepić według jakiegoś wyobrażenia: bardziej produktywni, bardziej ogarnięci, bardziej konsekwentni, bardziej „jacyś”. Jakbyśmy byli projektem do zrealizowania, a nie żywą istotą.
I nagle to, co wydawało mi się kontrowersyjne, zaczęło brzmieć jak zaproszenie do tego, żeby choć na chwilę odłożyć dłuto i zobaczyć, co się stanie, kiedy pozwolę sobie po prostu być...
Myśli mi się… Byłoby świetnie znaleźć teraz choćby 5 minut, tak w ciszy i uważności. Zapalić światło, usiąść, rozejrzeć się po swoim domu i spojrzeć tak naprawdę. Jak tu jest? Jak się z tym czuję? Czy i jaką czuję potrzebę?
Dodaj komentarz
Komentarze