Czy masz w sobie gotowość na powitanie zmian?
Niemal każdy dom ma takie miejsca, zakamarki, w których "zatrzymuje się czas" i energia, a na uporządkowanie których jakoś ciągle brakuje czasu, sił, motywacji. Garderoba, strych, piwnica, spiżarnia, garaż. Ale też ta jedna szuflada na wszystko, szafka w rogu, gdzie nikt nie zagląda, półka z przyprawami, gdzie całe ich pokolenia trwają splecione wspólnym losem.
Kiedyś myślałam, że porządkowanie to porządkowanie - żadna filozofia. Wyrzucasz śmieci, stare paragony, składasz koszulki w kostkę, odkładasz rzeczy w miejsce, gdzie ich nie widać i voilà. Porządek. Dom wygląda tak, że spokojnie można zaprosić teściową. 😉 Przynajmniej przez ten jeden dzień.
A czy, i jak, to można zrobić w taki sposób, żeby pożądany stan rzeczy zechciał utrzymać się jak najdłużej? A najlepiej żeby jeszcze wymagało to minimum czasu i pracy.
Myśli mi się, że przestrzeń w najbliższym otoczeniu może mieć wiele wspólnego z podejściem do życia. Czy liczy się ilość czy jakość? Czy decyzje wychodzą z miejsca braku, strachu, czy może z przestrzeni spokoju, poczucia bezpieczeństwa i świadomego wyboru.
To w drobnych gestach, odkładaniu rzeczy na miejsce, rezygnacji z nadmiaru, dbaniu o to, co naprawdę ważne, ujawnia się nasza wewnętrzna narracja. Porządek nie jest celem samym w sobie, ale lustrem, w którym odbija się to, jak traktujemy siebie, swoje granice i swoją energię. Gdy zaczynamy wybierać z uważnością, nagle okazuje się, że mniej naprawdę znaczy więcej, a harmonia wokół nas staje się naturalnym przedłużeniem harmonii w środku.
I tak zaczęła się moja przygoda. Nie spektakularna, nie instagramowa, nie „od jutra zmieniam całe życie”. Bardziej: „od jutra spróbuję nie tak często potykać się o własne myśli... i o to biurko, na którym lądują wszystkie rzeczy, które (tak jak ja) nie mają własnego domu”.
Wnioski narodzone:
🙂 Dyskomfort związany ze zmianą jest naturalny. Nasz system obronny ocenia wszystko co nieznane jako niepokojące. Więc zapoznaj się najpierw ze zmianą.
🙂 Dzisiaj jest najlepszym dniem żeby zacząć. Nie ważne jak duży czy mały, ważne by zrobić pierwszy krok.
🙂 Nie musi być idealnie. Powiem więcej - nigdy idealnie nie będzie. Więc możesz się wyluzować i zacząć działać. Ważniejsza od celu jest droga.
Dodaj komentarz
Komentarze
Bardzo trafnie napisane. Brzmi jak manifest dla wszystkich, którzy kiedyś przegrali bitwę z „tą jedną szufladą”, ale wciąż mają w sobie odwagę, żeby podjąć kolejną rundę.
Twój tekst to piękne przypomnienie, że porządkowanie to nie sprint do perfekcyjnego mieszkania, tylko czuła rozmowa z własnym życiem. I że czasem największą zmianą jest… odłożenie rzeczy na miejsce, zamiast odkładania siebie na później.
A jeśli harmonia zaczyna się od jednej uporządkowanej półki, to ja już czuję, że moje przyprawy właśnie zaczęły się stresować :)
Dzięki Norbert :) Dokładnie tak. Bardzo mi się podoba Twoje zdanie "czuła rozmowa z własnym życiem". Też czuję w taki sposób to do czego mnie woła i czym się chcę na co dzień zajmować.